|
WSPOMNIENIE
PUSTEGO WÓZKA
I WYMARZONEJ KROMKI CHLEBA
Dwa
gorzkie wspomnienia mojego dzieciństwa związane są .z drewnianym,
czterokołowym wózkiem z żelaznymi obręczami na kołach. Kiedy na
skutek donosu czeskiego sąsiada Ojciec trafił za swoją polskość
do obozu koncentracyjnego w Dachau, ten drewniany wózek pomagał
naszej Mamie w przetrwaniu z dwójką małych dzieci. Jeździła z nim
pod przykopalnianą hałdę i spośród kamieni wybierała kawałki
węgla, dzięki czemu mogła napalić w kuchni, ugotować ciepłą
strawę. Były to oczywiście najczęściej wodniste zupy oraz
ziemniaki z kiszoną kapustą z beczki trzymanej w niewielkiej
piwniczce pod sienią.................
...................Nie pamiętam z autopsji ówczesnych rozgrywek
politycznych, gdyż były to wydarzenia, których nie mogło pojąć
kilkuletnie dziecko. Wydarzenia tamtego okresu znam tylko z lektury. Również
z lektury znam historię transportu żywności z UNRRY, przesłanej
przez Polskę dla nas Polaków na Zaolziu, pozbawionych przez Czechów
kartek żywnościowych. Z lektury wiem też, że żywność ta została
przez Czechów skonfiskowana i sprzedana... wyłącznie Czechom
W mojej świadomości pozostało tylko wspomnienie opisywanego na wstępie
pustego drewnianego wózka. Jechałyśmy z nim z Mamą do pobliskiego
miasta po obiecaną żywność i wracałyśmy z niczym.
Skojarzyłam te fakty po
latach, czytając o tym skonfiskowanym transporcie, a zwłaszcza gdy
spotkałam ludzi, którzy zajmowali się jego organizacją. To wtedy
na nowo przypomniał mi się ten drewniany, pusty wózek i... marzenie
o zwykłej, skromnej, nawet czerstwej kromce chleba,.......
.............Wytrwaliśmy i
dotrwaliśmy, by obecnie przyglądać się nasilającej się agonii
polskości wokół siebie, temu że nawet w kościołach nie można się
swobodnie modlić tak, jak uczyli nas tego nasi Rodzice, że w jednych
kościołach wprowadza się zamiast polskich nabożeństw, nabożeństwa
dwujęzyczne, w innych zaś, niektórzy polscy księża - bracia
zakonni - przybyli tu po r. 1990 z Polski, uczą nas modłów
swoją łamaną czeszczyzną, że nasze wnuki muszą dojeżdżać do
oddalonych szkół z licznymi przesiadkami i że są w ten sposób
narażane na niebezpieczeństwo. Wielu naszych współziomków,
kosztem własnej tożsamości wybrało już wygodniejsze życie zaprzańców.
Nie zazdroszczę im tego, wolę być sobą. dalej....
|