|
W
numerze artykuł:
GRANICE
ZAKŁAMANIA I PRAWDY
|
|

Cieszyn, przejście
graniczne na Olzie, pocztówka z 1930 roku
|
|

Chętnym
do wsparcia Społecznego Komitetu Odbudowy funduszami na wykończenie
Pomnika Legionistom Bohaterom Ziemi Cieszyńskiej i jego otoczenia
podajemy numer konta w Banku Spółdzielczym w Cieszynie :
Beneficjent:
Społeczny Komitet Odbudowy Pomnika
Konto:
98
8113 0007 2001 0176 2231 0001
z dopiskiem
POMNIK.
Dane przy przelewach zza granicy
Beneficiary Name: Spoleczny Komitet
Odbudowy Pomnika
Beneficiary Account #:
98811300072001017622310001
Beneficiary Bank Name: Bank Spoldzielczy w Cieszynie
ABA#/Swift #: POLUPLPR
Beneficiary Bank Address: Kochanowskiego 4, Cieszyn,
Poland 43400
Additional Instructions: Pomnik.....
|
|
POLECAMY
|
|
|

|
|
|
KUP
TĘ KSIĄŻKĘ
przez
internet
wydawnictwo: Neriton, Listopad 2001
ISBN: 83-88973-05-3 liczba stron: 466
okładka: twarda165x240 mm
Prof. Dr hab. Marek K. Kamiński
KONFLIKT
POLSKO-CZESKI 1918
- 1921
Niniejsza pozycja ma charakter monografii, szczegółowej analizy źródłowej. Jako cenzurę początkową autor przyjął listopad 1918 roku, zaś końcową - maj 1921, tzn. moment odejścia ze stanowiska polskiego ministra spraw zagranicznych Eustachego
Sapiechy.
Praca została podzielona na osiem rozdziałów według kryterium chronologicznego. Zwieńcza ją syntetyczne zakończenie. Problematyka konfliktu polsko-czeskiego została ujęta w ten sposób, aby nie była tylko czytelna, ale także oddawała atmosferę opisywanych lat.
Autor ma nadzieje, że prezentowana pozycja pozwoli zrozumieć, dlaczego w okresie międzywojennym nie mogło dość do zbliżenia politycznego między Polską a Czechosłowacją, mimo iż interesy obu sąsiadów zdawały się tego wymagać, oraz dlaczego już w okresie drugiej wojny światowej próby stworzenia podstaw do przyszłych bliższych więzów międzypaństwowych były z góry skazane na niepowodzenie, niezależnie od postawy wrogiego wobec tych planów czynnika zewnętrznego, jakim był Związek Sowiecki.
|
|
|
POLECAMY
|
|
|
|
|
|
KUP
TĘ KSIĄŻKĘ
przez
internet
Wydawnictwo:
Neriton, Kwiecień 2005
ISBN: 83-89729-11-3 liczba stron: 383
wymiary: 165 x 235 mm okładka: twarda
Prof. Dr hab. Marek K. Kamiński
Edvard
Beneš
kontra
gen. Władysław Sikorski
Autor jest wybitnym specjalistą w zakresie stosunków polsko-czeskich w XX w. Jego najnowsza praca konfrontuje dotychczasowy obraz omawianych wydarzeń, przedstawiany przez czeskich historyków, z archiwaliami czeskimi i polskimi. Na ich podstawie Marek Kazimierz Kamiński prezentuje dwuznaczną grę Edvarda Benesa wobec rządu gen. Sikorskiego i wykazuje, że czechosłowacki polityk nie działał, jak to utrzymuje dotychczasowa literatura, wyłącznie w interesie swojej ojczyzny, ale dążył do zbliżenia ze Związkiem Radzieckim.
|
|
|
POLECAMY
|
|
|
Polecamy
tomik wierszy
"DUKATY
Z RULONU CIERPKICH LAT"
Pawła
Kubisza
dramat człowieka i
pokolenia Zaolzian
|
|
|
|
POLECAMY
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
|
KRESY - śladami naszych przodków
|
|
|
|
NAJNOWSZY
NUMER
BIULETYNU
ZAOLZIE
Polski
Biuletyn Informacyjny
dokumenty, artykuły,
komentarze,
aktualności
Nr
2/2006 ( 26) 23 lutego 2006
wersja
do druku
|
GRANICE
ZAKŁAMANIA I PRAWDY
Granicę państwową - również i przed wiekami - przenoszono tu ponad głowami mieszkańców. Granicę etniczną stanowiły jednak dziewicze lasy. Odgradzały one przez stulecia tereny Księstwa Cieszyńskiego od osiadłych dalej na zachód i południe Morawian, mówiących nieco innym językiem, związanych z nieco inną kulturą. Bez względu na to, po czyjej stronie była władza, jedynym językiem jakim posługiwała się miejscowa ludność, była polska gwara śląska. Inne języki - a zwłaszcza niemiecki i szczątkowo czeski - jako napływowe - zaczęto tu szerzyć odgórnie, po tym jak cieszyńska gałąź książąt piastowskich uległa zniemczeniu, a w konsekwencji weszły te tereny w bezpośrednie władanie Habsburgów.
..................................
Ten pas zaoranej ziemi skojarzył mi się wówczas z obrazami z dzieciństwa. To też była granica między „bratnimi” krajami, nasza granica południowa. Przemknął mi przed oczyma pas zaoranej ziemi i budki strażnicze wyglądające jak ambony myśliwskie, służące do podglądania dzikiej zwierzyny. Rozmieszczono je tak, by każda piędź ziemi granicznej była w zasięgu wzroku, by nic na tym terenie nie mogło umknąć uwadze obserwatorów. Tu miejscami nawet kot nie mógłby być posłańcem, gdyż wiadomo - kot rzeki nie przepłynie, zaś przygraniczna oranina ciągnęła się nawet wzdłuż brzegu Olzy. Ta graniczna rzeka, poza okresami wezbrania wód płynąca dość leniwie, nie była dla ówczesnych czeskich włodarzy Zaolzia wystarczającą ochroną przed kontaktowaniem się ze sobą ludności polskiej, mieszkającej nad jej obydwoma brzegami.
...................................
dalej - w biuletynie nr
2/2006 (26)
|
|
NUMERY
ARCHIWALNE BIULETYNU
|
|
ZAOLZIE
Polski
Biuletyn Informacyjny
Nr
1/2006 (25) 23 stycznia 2005
|
CZESKIE ZBRODNIE
ZAGŁADY
POLSKOŚCI
ŚLĄSKA ZAOLZIAŃSKIEGO
MOŻNA
WYBACZYĆ,
LECZ
NIE WOLNO
O NICH
ZAPOMNIEĆ !
Najpierw
było długoletnie milczenie. O tej zbrodni nie wolno było
wspominać przez ponad 70 lat, z krótką przerwą na przełomie
1938/39 roku, kiedy Zaolzie na jedenaście miesięcy wróciło do
Polski. Wtedy to - w dwudziestą rocznicę czeskiej zbrodni - upamiętniono
ofiary bestialskiego mordu. Nad zbiorową mogiłą polskich jeńców w
zaolziańskiej Stonawie - żołnierzy 12 wadowickiego pułku piechoty
- zakłutych przez czeskich żołdaków bagnetami i dobijanych kolbami
karabinów, odbyła się uroczystość złożenia kwiatów, podczas której
przemawiał wojewoda katowicki Michał Grażyński. Odbiło się to wówczas
szerokim echem nie tylko na Zaolziu. Wkrótce jednak wybuchła II
wojna światowa, a po niej nowe czeskie panowanie. Choć ten fragment
historii naszych stosunków z południowymi sąsiadami po wojnie
wymazano nawet z polskich
podręczników historii, staraniem miejscowych polskich mieszkańców,
nigdy nie zabrakło na tej mogile kwiatów, zaś w dniu Wszystkich Świętych
zawsze paliły się świece. ............
Do akcji zbrojnej zaczęli się Czesi przygotowywać już w
grudniu 1918. Do momentu uformowania się armii czechosłowackiej w
oparciu o austriackie kadry dowódcze i przesłane z Włoch i Francji
dywizje legionarzy, nie podjęli jednak działania. Czechosłowackie
przygotowania wojskowe nie były obce Dowództwu Okręgu Wojskowego w
Cieszynie, którym kierował pułkownik Franciszek Ksawery Latinik.
Informował on systematycznie swoich zwierzchników w Krakowie i w
Sztabie Głównym w Warszawie. Tam jednak nie doceniono należycie wieści
o zagrożeniu czeskim, gdyż w tym czasie większość sił zbrojnych
zaangażowana została w obronę Lwowa i Małopolski Wschodniej przed
Ukraińcami (dokąd skierowano również jednostki wojskowe z
Cieszyna) oraz we wsparcie Powstania Wielkopolskiego.
Ten tragiczny błąd, wywodzący się z - ponawianej już w
historii - naiwnej wiary w uczciwość deklaracji południowego, słowiańskiego
sąsiada, Czesi
skwapliwie wykorzystali. Mając ogromną przewagę w ludziach i
uzbrojeniu, dokonali 23 stycznia 1919 podstępnej, zdradzieckiej napaści
na Śląsk Cieszyński. Przebrani w mundury armii alianckich tegoż
dnia około godz. 10.30 wezwali pułkownika Latinika do wycofania
polskich wojsk za granicę Śląska Cieszyńskiego, grożąc że w
przeciwnym razie siły koalicyjne przystąpią o godz. 13 do
obsadzenia jego obszaru. Pułkownik Latinik nie zorientował się od
razu, że chodzi o mistyfikację i nie zdążył aresztować jej aktorów.
Tymczasem w wysuniętej najbardziej na północ części późniejszego
Zaolzia już z samego rana, tegoż dnia, rozpoczęto zbrojny atak na
bogumińską linię demarkacyjną. Również i w Boguminie próbowano
podobnej mistyfikacji jak w Cieszynie, lecz dowodzący tam pułkownik
Mroczkowski zorientował się, że chodzi o podstęp, skontaktował się
ze swoim dowództwem i otrzymał jednoznaczny rozkaz obrony miasta,
wraz z tamtejszym węzłem kolejowym. Polacy zostali jednak otoczeni
przez czeskich żołnierzy, którzy już wcześniej niepostrzeżenie
przybyli do Bogumina, przekraczając granicę przebrani za
cywilów i dopiero w ostatniej chwili zakładali mundury wojskowe oraz
wyciągnęli ukrytą broń. Nie widząc wyjścia z tej sytuacji, pułkownik
zdecydował się na wyprowadzenie swych żołnierzy z bogumińskiej pułapki.
Dowodzący w Boguminie czeski major Sykora obiecał podstawienie
specjalnego pociągu do wywiezienia Polaków w zamian za uwolnienie
czeskich jeńców przetrzymywanych w Piotrowicach. Kiedy jednak czescy
jeńcy zostali uwolnieni, polskich żołnierzy wzięto do
niewoli, zaś bogumiński węzeł kolejowy, wraz z całym miastem,
został opanowany przez Czechów.
..................
Bestialskie morderstwa, dokonane
przez czeskich zbirów w mundurach wojskowych w Stonawie, stały się
swego rodzaju cichym symbolem. Choć podobnych zbrodni dopuścili się
Czesi i w innych miejscowościach, ta nie uległa zapomnieniu dzięki
staraniom miejscowego księdza Franciszka Krzystka i okolicznej ludności.
To ksiądz Krzystek zorganizował zbiórkę bielizny, by choćby w ten
sposób okryć nagość zamordowanych i ogołoconych żołnierzy. To
na Jego zlecenie Leo Beer,
zawodowy fotograf z niedalekiego Frysztatu wykonał zdjęcia
ofiar zbrodni, to On zadbał o zapisanie
nazwisk zidentyfikowanych zwłok w księdze parafialnej, choć
nie wszystkie personalia udało się ustalić. Bezwzględni czescy
mordercy zdzierali bowiem ze swych ofiar i kradli odzież oraz obuwie
wraz z dokumentami osobistymi. To ksiądz Krzystek, ścigany przez
Czechów, postarał się też o godny pochówek
ofiar stonawskiej zbrodni, w czym pomagali Mu miejscowi wierni.
W zbiorowej mogile, wyłożonej podarowanymi przez Księdza
deskami, którymi nakryto również zwłoki ofiar, gdyż nie sposób
było zrobić w tak krótkim czasie tylu trumien, spoczęli żołnierze
12 wadowickiego pułku piechoty. Zostali skierowani do obrony tej
ziemi w chwili, gdy chłopcy spod Cieszyna walczyli na Wschodzie, dokąd
wysłano ich w wierze w pokojowe deklaracje Masaryka i Beneša.
Marszałek Józef Piłsudski, zdając sobie sprawę z błędu, popełnionego
na skutek nieuzasadnionego zaufania wobec czeskich przywódców, oświadczył:
„Dając wiarę deklaracjom Masaryka i wyraźnym zapewnieniom rządu
praskiego, który wielokrotnie przyznawał nasze prawa do
kwestionowanych obszarów, pozostawiłem na tych terenach jedynie
drobne jednostki wojskowe. Uważam tę niespodziewaną napaść za
nieopisaną zdradę ze strony Czechów”.
dalej - w biuletynie nr
1/2006 (25)
|
|
ZAOLZIE
Polski
Biuletyn Informacyjny
Nr
12/2005 (24) 23 grudnia 2005
|
|
Nieustraszony zaolziański Winkelried
Był
rzecznikiem polskości Zaolzia. Za wielką niesprawiedliwość, zwłaszcza
wobec tych, którzy oddali swe życie za wyzwolenie Kraju, a szczególnie
zaolziańskich stron rodzinnych spod niemieckiej okupacji, uznał w r.
1945 wytyczenie granicy między Polską i Czechosłowacją według
podziału z r. 1920 W r.
1946 napisał w tej sprawie dwa listy otwarte do prezydenta Edvarda
Beneša. Nigdy na nie od demokratycznych, niekomunistycznych władz
czeskich nie dostał odpowiedzi, został natomiast w związku z tym
postawiony w r. 1947 w
stan oskarżenia o działalność antypaństwową.
Prawie
całkowicie sparaliżowany, przykuty do łóżka, władając w
ograniczonym stopniu tylko lewą ręką, nie mógł oczywiście
uczestniczyć w procesie. Stukając jednym palcem w klawisze
maszyny specjalnie
przymocowanej do łóżka, tak jak tworzył uznawane prace naukowe –
np.: „Rola języka polskiego na Śląsku Cieszyńskim w wiekach
XVI-XVII”, „O źródła poznawcze do studiów nad ludową i
historyczną kulturą Śląska Cieszyńskiego”, „Powieści ludu śląskiego
w przybranej szacie mieszczańskiej”, „Płaźnik, studium z dziejów
górniczej Karwiny”, „Prawidłowość w budowie dialektu cieszyńskiego”
oraz inne liczne artykuły prasowe, tak napisał ponad dziewięćdziesięciostronicową
„Odpowiedź w kwestii cieszyńskiej”, która miała być odczytana
w sądzie.
Leon
Derlich – rodowity zaolzianin, bo o nim tu mowa, piszący pod
pseudonimem Andrzej Sowa, obchodziłby 28 listopada br. stulecie
urodzin. Zmarł w r. 1965, po ponad 40 latach
unieruchomienia – otoczony opieką matki i siostry Herminy, która poświęciła
dla niego swe życie osobiste. Był odwiedzany przez licznych przyjaciół
- w czasie okupacji, co wydaje się wprost niewiarygodne, kierował
podziemną organizacją zajmującą się pomocą dla więźniów.
Uważamy
ze wszech miar za wskazane, aby – dla przykładu hartu ducha i
osobistej nieugiętej postawy - opublikować w internecie przynajmniej
fragment wymienionej odpowiedzi, świadczącej o tym, że Leon Derlich,
nawet jako oskarżony, nigdy nie
poddał się psychicznemu terrorowi ówczesnych władz. Oto część
tego fragmentu:
„/.../
Dekretowane prawo czechosłowackie, realizujące zasadę
narodowego państwa Czechów i Słowaków, (wytłuszczenia red.) a
zawdzięczające swoją rację bytu faktowi
wspólnego zwycięstwa narodów sprzymierzonych
nad Trzecią Rzeszą, dostało się na spornym obszarze Śląska
Cieszyńskiego w ręce wprost
niepoczytalnych zaślepieńców,
dyszących pragnieniem pospiesznego zlikwidowania tego
życia polskiego, którego tu nie zdążyli wytępić szaleńcy spod
znaku swastyki. Na widok niespodziewanego bezprawia i odczuwanej
krzywdy oburzeniem wezbrała cała Polska. Ale, co do Polski i spraw
cieszyńskich, przez Ostrawę uprzedzana czeska opinia publiczna
przybrała pozę gentlemana, urażonego „štvaním
katovického rozhlasu“ [podjudzaniem ze strony radia katowickiego
– tłum. red.]. Sami zaś likwidatorzy, przestawiając się z konieczności
na dłuższą falę, stali się trochę mniej gwałtowni, ale za to
bardziej wyrachowani i podstępni.
dalej - w biuletynie nr
12/2005 (24)
|
|
DALSZE
NUMERY
ARCHIWALNE BIULETYNU
1
2
3
4
5
6
7
8 9
10
11
12
/2004
1
2 3
4
5
6 7
8 9
10 11
/ 2005
|
|
|
|
|
..."Ognisko w domach tli,
jeszcze nie zgasło.
Śpiący lud w trudzie
zmaga się, wysila,
By się obudzić.
Czas, byś dawał hasło!"
Jan Łysek
|
|
|

WIEŻA
PIASTOWSKA
na
cieszyńskim wzgórzu zamkowym nad Olzą,
w
prawobrzeżnej części podzielonego
miasta – w Polsce,
|
|
|
WIAROPODOBNY ROK ZAŁOŻENIA MIASTA - 810 p. Ch.
|
|
|
|
CIESZYN
STOLICA B. KSIĘSTWA PIASTOWSKIEGO
|
|
|
ZAOLZIE
-
Polska część obszaru b. Księstwa
Cieszyńskiego oderwana od Polski przez Czechosłowację:
-
w
drodze zbrojnej, podstępnej napaści z 23.1.1919,
-
po
raz drugi z rozkazu Stalina
po 2 wojnie światowej –
w r.1945.
|
|
|
...
LECZ DUCHOWEJ
WIĘZI Z NARODEM NIE DA
SIĘ ROZERWAĆ !
|
|
|
W
PIERWSZYM NUMERZE
BIULETYNU PISALIŚMY
|
|
|
ZAOLZIE
Polski
Biuletyn Informacyjny
Nr
1/2004 23 stycznia 2004
|
|
|
W
PRZEMILCZANĄ 85 ROCZNICĘ CZESKIEJ ZDRADZIECKIEJ NAPAŚCI
(...) W dniu 22.9.1938,
a więc na cały tydzień przed „Monachium” – czyli
dyktatem monachijskim, Benesz
pisał do Mościckiego:
(...)
... przedkładam ... propozycję
...wyrównania problemu polskiej ludności w Czechosłowacji.
Pragnąłbym ułożyć tę sprawę na
płaszczyźnie
zasady rektyfikacji granic,
zaś czeski minister spraw zagranicznych Krofta pisał do
polskiego ambasadora Papee:
Rząd Czechosłowacki chciałby podkreślić (chodzi
o zwrot Zaolzia Polsce, przyp. red),
że chodzi tu o akt dobrej
woli wynikający
z jego własnej inicjatywy i własnej decyzji
...”
..
dalej – w biuletynie nr 1/2004
|
|
|
PRZED
ROKIEM PISALIŚMY
|
|
|
ZAOLZIE
Polski
Biuletyn Informacyjny
Nr1/2005
23 grudnia 2005
|
|
|
PLATFORMA
CIEŚLARA
– PRÓBA OBRONY
(...)
Paweł
Cieślar jako jedyny miał odwagę w tym czasie nasilającego się
czeskiego terroru komunistycznego firmować swym nazwiskiem ten
program ratowania polskości na Zaolziu, nazwany ideologicznie i
prowokacyjnie „O bolszewicką politykę narodowościową na Śląsku
Cieszyńskim”, wygłoszony na VI powiatowej konferencji
partyjnej Komunistycznej Partii Czechosłowacji w Cz. Cieszynie w
kwietniu r. 1950. Dowodził
w nim (cytujemy treści,
a nie sformułowania), że:
a/
kwestia narodowościowa
pozostaje na Zaolziu, wbrew
opinii czeskich komunistów, nadal nie rozwiązana.
b/
pogląd, jakoby kwestię tę na Zaolziu
( na r. 1949) rozwiązano już pozytywnie, bierze się
stąd, że „czescy towarzysze” mają podczas jej
omawiania i głosowania na ten temat w organach partyjnych,
przewagę liczebną nad „towarzyszami polskimi”.
c/
nieprawdą jest, że każdy
inny punkt widzenia, niż arbitralnie prezentowane poglądy
czeskich towarzyszy, jest fałszywy.
d/
tego rodzaju podejście – dowodził Cieślar – jest dla
czeskiej partii komunistycznej szkodliwe.
I
tu zaczynało się zanosić na sytuację, przypominającą
powiedzenie: złapał kozak tatarzyna... – a tatarzyn za łeb
trzyma!...
Nie
było bowiem wiadomo, kto kogo skutecznie i bezapelacyjnie mógł
przechytrzyć w oczach Moskwy, czy czescy towarzysze Cieślara,
albo czy pognębić czeskich towarzyszy mógł Cieślar -
absolwent komunistycznych
kursów agitatorów w szkole partyjnej w Moskwie w latach
1926-1931?
dalej
- w biuletynie nr 2/2005 (14)
|
|
|
Rok 2004,
biuletyny
Nr
1 Powrót Zaolzia do RP w r. 1938,
dokumenty
Nr 2 Ślązakowszczyzna,
korzenie a dzień dzisiejszy
Nr 3 Źródła
polskości Zaolzia i jego czeski
zabór
Nr 4
Rezolucja III Warszawskiej Konferencji Polon.
Nr 5 Zabór
mienia polskiego przez władze czeskie
Nr 6
Polityka Beneša
w obliczu „Monachium”
Nr 7
Obecność czeska na
Zaolziu za wojny i po niej
Nr 8
Polska–Czechy przed Konferencją Poczdamska, 1
Nr 9
Polska-Czechy przed Konferencją Poczdamską, 2
Nr 10
Polska-Czechy przed Konferencją Poczdamską, 3
Nr 11Czeski
powojenny zabór Zaolzia-dzięki sowietom
Nr
12 Pawła Kubisza wiersze PRZECIW UCISKOWI
Rok 2005, biuletyny
Nr 1 „Gdy ci
przyjaciel napluje w twarz” – Henryk Jasiczek
Nr 2 Platforma Cieślara,
próba osłony
przed czechizacją
Nr 3 Prowokacja w
Ropicy – brutalne łamanie polskości
Nr 4 Podstawy
prawne tożsamości – zdeptane
standardy
Nr 5 Zaolzie w świetle
konfrontacji opinii polsko-czeskich
Nr
6 Beneš
kontra gen. Sikorski – część pierwsza
Nr
7 Po gibraltarskiej
katastrofie - część
druga
Nr 8 Złamanie
tabu wokół Zaolzia
Nr 9 Legion
Śląski z Cieszyna
- walka dla
Polski
Nr 10 Kim są Czesi
- historia i współczesność
Nr
11 Nie ma alternatywy
dla Zaolzia?
Nr 12 Głos sprzed 60
lat: czy do trybunału
praw człowieka?
|
|
|
TEMATY
W PRZYGOTOWANIU
|
|
|
Stan
ochrony
praw narodowych polskiej ludności zaolziańskiej
|
|
|
Prosimy o
nadsyłanie interesujących informacji i aktualności, łącz do
stron internetowych
na e-mail:
kontakt@zaolzie.org
|
|