|
UDERZ
W
STÓŁ ...
(z
dyskusji na www.trinec.cz)
[...]
I
jeszcze opinia jednego z czeskich „kuferkorzy”, czyli tych co
przybyli na teren Zaolzia „na walizkach” (nie autochtona) -
Moraváka: „Jakoś się nam tu ci Polacy rozpychają, nie tylko
w sprawie napisów, lecz również w życiu codziennym /.../ Jak do
nas przyjechali na wakacje nasi znajomi, zastanawiali się, czy
przypadkiem Czesi nie są tu uciskani. Ich zdaniem nie potrafili by
tu żyć.”
I
riposta Jana: „Czy pomyślałeś Moravaku z czego to wynika?
Ziemia Cieszyńska nie jest taką samą częścią republiki, jak
pozostałe. To nie jest ani czeska, ani morawska ziemia. To ziemia
polska, która znalazła się w Republice po tym, jak 23
stycznia 1919 wojsko czeskie siłą dokonało na nią agresji. To wy
zachowujecie się na tej ziemi jak okupanci. Nie twierdzę, że
jesteście okupantami. Okupantami byli czescy urzędnicy, żandarmi
i nauczyciele, którzy tu świadomie przywędrowali po roku 1920, by
czechizować Zaolzie. Wy już okupantami nie jesteście. Wy się jak
okupanci zachowujecie. A dlaczego? Bo Wam nic na temat tej ziemi nie
wiadomo. Nie znacie jej historii, ani jej kultury. Przyprowadziliście
się tu, bo uważaliście, że mieszkać w Cieszynie, lub Trzyńcu
to tak samo, jak mieszkać gdzieś pod Pragą lub Brnem. Dopiero tu
zobaczyliście, że to co innego. Czujecie się z tym źle . Zamiast
się starać zrozumieć tych ludzi, którzy mieszkają tu od wieków,
poznać ich zwyczaje, język i kulturę, Wy się szarpiecie i złościcie
i chcecie ich wszystkich przerobić na takich samych Czechów jakimi
jesteście Wy. To ta główna przyczyna konfliktów.
Wy
tego nawet nie wiecie (albo nie chcecie wiedzieć?), czujecie, że
coś tu z Waszą obecnością jest nie w porządku, że nie jesteście
tu „u siebie” i jak tylko zobaczycie gdzieś jakiś ślad
polskości, chcecie go z miejsca usunąć, zakrzyczeć, zasmarować,
zniszczyć (podkreśl. Red.), by wyglądało to tu jak w innych
miejscach Republiki. Tak samo wygląda sprawa tych polskich napisów,
o które tu przede wszystkim chodzi. Takim swoim postępowaniem
dajecie tylko świadectwo, że nadal – po 86 latach – czujecie
się na Śląsku Cieszyńskim jak okupanci, po
drugie – że nie zrozumieliście, co zdarzyło się po roku
1989, że demokratyczne społeczeństwo we współczesnej Europie
nie może się zachowywać jak za czasów komuny, ksenofobicznie i
nietolerancyjnie, po trzecie zaś - dajecie nam powód i
uzasadnienie tego, byśmy się my Polacy
nie czuli równoprawnymi obywatelami Republiki Czeskiej,
takimi jak Wy. Tego, co się stało w r. 1920 już nikt nie odwróci.
Teraz jesteśmy i Polakami i lojalnymi obywatelami Republiki
Czeskiej. Jeśli jednak Wy nie pozwolicie nam korzystać z przysługujących
nam praw (takich, jakie mają mniejszości w całej Unii
Europejskiej, do których należą między innymi napisy w języku
ojczystym), będziecie bez przerwy obrażali ten język i kulturę,
będziecie nas ciągle posyłać za Olzę, może się to kiedyś źle
skończyć. Pomyślcie o tym.” (podktreśl. Red)
O
polskojęzycznych tablicach nie będą decydować
„szkopyrtocy”!
Nie
chcąc przeciągać omawiania tej dyskusji, która na trzynieckim
forum trwa już od dłuższego czasu, zacytuję jeszcze jeden post,
znanego mi z innych forów dyskusyjnych, wiecznego optymisty Czesila:
„Tablice będą i kropka. Jest tylko kwestią czasu wdrożenie
tego, co jest wymagane, nie proszone. Minie jakiś czas i emocje
opadną. Odtąd stosowanie literackiej polszczyzny będzie
standardem, który da nam faktyczny i namacalny dowód bycia
Polakami, jako autochtonami tej ziemi. Znajomość języka
literackiego okaże się być kartą przetargową np. podczas
rozmowy kwalifikacyjnej na stanowisko urzędnika, gdzie - logicznie
biorąc - język polski będzie faworyzowany przed angielskim z
racji jego zastosowania w praktyce. Być może, w taki oto sposób
szkopyrtocy (renegaci – przyp. Red.) zrozumieją, iż wysyłanie
dziatwy do szkół czeskich było kardynalnym błędem, bo będzie
im o wiele trudniej znaleźć odpowiednie zatrudnienie. Będą zatem
zmuszeni do opuszczania ŚĆ i wyjeżdżania w głąb kraju w
poszukiwaniu pracy, tam zaś rodowici Czesi będą im zwracać uwagę
na niską kondycję ich czeszczyzny.
[...]
Alicja
Sęk
[...]
dalej - w biuletynie nr
11/2006 (35)
|