Thomas
Woodrow Wilson, prezydent USA 1912-1920, laureat pokojowej nagrody Nobla
i współtwórca Ligi Narodów, w
swym programie unormowania stosunków międzynarodowych po I wojnie światowej,
znanym jako czternaście punktów Wilsona, w punkcie 10 postulował
autonomię narodów zamieszkujących Austro-Węgry, formułując tym
zasadę samostanowienia narodów, zaś w p. 13 utworzenie niepodległego
państwa polskiego. Takie podejście do budowania nowoczesnej struktury
europejskiego państwa stało się w warunkach demograficznych początku
dwudziestego wieku całkowitym
zaprzeczeniem podziału
terytorialnego wg uświęconych w średniowieczu zasad, gdzie słabszy władca
ulegał wraz ze swym ludem silniejszemu, a obca kulturowo i etnicznie
administracja obejmowała rządy na obszarach zamieszkałych przez ludność
podbitą.
Wprowadzenie
programu Wilsona oznaczało koniec zasady DZIEL I PANUJ, lecz
– mówiąc językiem użytkowników
interenetu – tylko w sferze wirtualnej. Przekonali nas o
tym internauci z forum internetowego Księstwo Cieszyńskie, przesyłając
nam równolegle do interesującego i poniżej
zamieszczonego przyczynku pt. „Przedolzie”
– jak nas widzą?!, – fragmenty dyskusji
zainicjowanej przez lekturę naszego tegorocznego, kwietniowego
Biuletynu. Niektóre z postów - a zwłaszcza te czeskojęzyczne - są
najwyraźniej efektem komunistycznej edukacji, pokłosiem swoistego,
sowieckiego sposobu myślenia. Jak
tu bowiem wyjaśnić kryteria postu przytoczonego przez
fk5 z 26.04.06, 9:32 „Praha objevila Polsko!!!” (Księstwo
Cieszyńskie) · Zaolzie przed wyborami
[...] www.zaolzie.org/zaolzie200604/PBI200604.htm
, skoro wiadomo, jak skwapliwie T.G. Masaryk
(późniejszy prezydent Czechosłowacji) skorzystał z 10 punktu
ww. programu prezydenta
Wilsona, przy tworzeniu państwa czechosłowackiego a równocześnie w
drodze militarnej przemocy i zdradzieckiej napaści uniemożliwił
zastosowanie tego punktu w odniesieniu do ludności polskiej Księstwa
Cieszyńskiego? Dosłowne tłumaczenie
fragmentu tego postu (jeśli chodzi o Śląsk Cieszyński jako części
Śląska austriackiego) brzmi: „ [...] sytuacja
była dokładnie następująca: Polacy zgłosili roszczenia do
obszaru odwiecznie czeskiego Śląska Cieszyńskiego ze względu na
tamtejszą ludność polską”
(stanowiącą tam wówczas ponad 70 % mieszkańców –
przyp. red). Aby było ciekawiej: Polacy na zabranym przez Czechów
Zaolziu - w skali obszaru, do którego zgłaszali roszczenia - stanowili
ponad 70 % ludności, natomiast Czesi w skali całej Republiki Czechosłowackiej
w okresie międzywojennym tworzyli ok. 49 % mniejszość narodową(!). A
więc typowo wybiórcze stosowanie 10 punktu programu Wilsona: dla Polaków
- nie, dla Czechów - tak. Czyż nie jest to ewidentny wyraz
komunistycznej mentalności?
Dewiza
DIVIDE ET IMPERA -
jak wynika z zaolziańskich realiów - nadal tam obowiązuje,
jak przed wiekami,. Dość przypomnieć zagrabione w r. 1945
przez władze czeskie i do dziś nie oddane mienie
polskich organizacji społecznych i gospodarczych oraz akceptujące
ten stan rzeczy pismo ówczesnego premiera a obecnego prezydenta
Republiki Czeskiej Doc. Ing. Václava
Klausa z 5.4.1993
(patrz skan oryginału tego pisma www.zaolzie.org PBI – Zaolzie nr 5/2004 str 8 i komentarz str. 4). Dla
pociechy można tylko przytoczyć stare przysłowie: kradzione nie
tuczy!
Oprócz
tej dyskusji - o wątpliwym poziomie niektórych postów - otrzymaliśmy
również ciekawy przyczynek – jak wynika z kontekstu -
zaolziańskiego autora Czesila, zatytułowany „Przedolzie”
– jak nas widzą?! Jest
to materiał do przemyśleń. Są to rzeczywiście
Rozważania
nad wizerunkiem Zaolzia
w Cieszynie prawobrzeżnym
Przedmiotem tego przyczynku będzie postrzeganie Zaolzian
przez mieszkańców prawobrzeżnej części Śląska Cieszyńskiego. Dokładniej
rzecz biorąc chodzi o szkic, w jaki sposób jest postrzegana nasza,
czyli polska obecność za Olzą.
Żeby jakkolwiek rozpocząć opis i charakterystykę tego
zagadnienia, trzeba się cofnąć o 86 lat, a więc do krytycznego
momentu podzielenia jednolitego do tamtej pory organizmu. W konsekwencji
rozdarcia spójnego monolitu ówczesnego Śląska Cieszyńskiego doszło
do obustronnej, szeroko rozumianej separacji (dotyczyło to rodzin,
przyjaciół, znajomych, stowarzyszeń, związków, instytucji,
organizacji, itp.), a więc podstawowych elementów tworzących pełnowartościowe
społeczeństwo. Pomimo powstałej granicy, społeczeństwo polskie po
jej obydwu stronach nadal jednak utrzymywało wzajemne więzi, gdyż
stanowiło jedną wielką - pośrednio spokrewnioną - rodzinę cieszyńską.
Na skutek coraz szczelniejszego zamykania granic, zwłaszcza po
II wojnie światowej, zaczęły się jednak pojawiać pierwsze sygnały
obumierania tkanki w organizmie cieszyniaków. Było ono wypadkową
wynaradawiania, czy wręcz zapominania przez następne pokolenia o
istnieniu rodziny na drugim brzegu Olzy. Jak z tego wynika,
okres szczelnych granic działał wyraźnie na niekorzyść
obydwu brzegów.
Otwarcie granic w latach 90 stało się - zwłaszcza dla średniego
i młodego pokolenia - szansą na reanimację tego, co kilka dekad wcześniej zostało
uśpione. Odkrywanie i penetrowanie na nowo ziemi utraconej jest jednak
prawie wyłącznie domeną zaolziańską. Widać, że istnieje chęć
odrodzenia więzi z drugą częścią społeczeństwa naszej Ziemi
Cieszyńskiej, a więc uświadomienie sobie więzów narodowych. Świadomość
ta jest dla ludności polskiej Zaolzia elementem jak gdyby dziedzicznym.
Skupmy się jednak na postrzeganiu nas przez cieszyniaków
prawobrzeżnych, gdzie niestety obowiązuje opinia, iż Zaolzie jest
ziemią czeską w dosłownym znaczeniu, bez polskiego oblicza, czy
akcentu. Należy się zastanowić, skąd się biorą tego typu opinie.
Odpowiedź na powyższe pytanie nie jest prosta, ani jednoznaczna. Za głównego
winowajcę należy jednak uznać (mieszkającą w Polsce – przyp.
red.) ludność autochtoniczną, która w niewystarczający sposób
przekazuje wiedzę o tym, co tak naprawdę jest po drugiej stronie Olzy.
W kwestii tej istotną rolę odegrał poprzedni ustrój
polityczno-gospodarczy, który w aktywny sposób wyciszał resztki
jeszcze żywych relacji między nami. Program edukacyjny tego okresu też
raczej nie kreował pamięci o zaolzianach, co niestety nawet obecnie
niezbyt się zmieniło.
Istnieją takie wspaniałe instytucje publiczne jak Książnica
Cieszyńska, Muzeum, Uniwersytet Śląski w Cieszynie oraz Macierz Ziemi
Cieszyńskiej, które upowszechniają wiedzę regionalną, przekraczającą
granicę na Olzie. Zasoby zgromadzone przez wyżej wymienione instytucje
nie są jednak w pełny i kompleksowy sposób wykorzystywane w ramach
szeroko rozumianej kultury masowej. Należy też zwrócić uwagę na środki
masowego przekazu, gdzie największą rolę odgrywa Głos Ziemi Cieszyńskiej.
Pismo to, oprócz regularnej rubryki „Co za Olzą”,
publikuje również artykuły w płynny sposób nawiązujące do kontaktów
z Zaolziem, które rozgrywają się na różnych płaszczyznach. Istnieją
też różnorakie strony internetowe, które propagują wiedzę o
terenach znajdujących się na obu brzegach Olzy. Warto również podkreślić,
że są organizowane coraz bardziej popularne imprezy cykliczne o
charakterze ponadnarodowym, które odbywają się w obu częściach
Cieszyna.
Należy sobie jednak zadać kilka pytań. Jakie to ma
odzwierciedlenie w praktyce? Jakie są pomiędzy nami relacje? Czy nasza
obecność jest zauważalna w kręgach, w których niestety w sposób
jednoznaczny dominują ludzie właściwie bez żadnej wiedzy o Zaolziu?
Jakie uczucia towarzyszą osobie niezorientowanej, kiedy przekracza
granicę?
Przeciętny cieszynianin z prawego brzegu Olzy, przekraczający
granicę, na ogół wie tylko tyle, że kiedyś cały Cieszyn tworzył
jedno miasto. Jeżeli Czeski Cieszyn jest jeszcze w sposób logiczny
rozszyfrowywany, to wszystko co jest poza nim, postrzegane jest jako
teren rdzennie czeski. Brakuje niestety jakiejkolwiek świadomości, iż
stąpają ciągle po tej samej ziemi. Ta sytuacja utrzymuje się aż
do chwili usłyszenia mowy, przypominającej język ojczysty. Tą mową
jest oczywiście gwara cieszyńska z różnym stopniem zanieczyszczenia
czechizmami, co jest w dużej mierze uzależnione od wieku rozmówcy.
Literacki język polski jest właściwie nieobecny, gdyż został
zepchnięty na obrzeża życia edukacyjno-kulturalnego.
Miejscami, gdzie najczęściej można napotkać polską obecność,
są obiekty sakralne. Tam zachowały się jeszcze polskie napisy.
Istnieje jeszcze spora liczba krzyży, czy kapliczek przydrożnych z
polskimi napisami. Szczególnie wymownymi świadkami polskiej obecności
są jednak stare cmentarze. Również zachowane tu i ówdzie dwujęzyczne
napisy, mówią co nieco o charakterze narodowym Zaolzia. Niezbyt jasna
i raczej anonimowa jest natomiast dla niewtajemniczonych obecność domów
z napisem PZKO (Polski Związek Kulturalno-Oświatowy – przyp.
red. ).
Lewobrzeżna część Ziemi Cieszyńskiej jest także źle i
niepoprawnie promowana np. w wydawanych w Polsce przewodnikach
turystycznych, gdzie proponuje się np. odwiedzenie Lysej Hory, Bohumina,
Komorní
Lhotky itp. (zamiast historycznie uwarunkowanych nazw Łysa Góra,
Bogumin, Ligotka Kameralna – przyp. red.). Jesteśmy zauważalni?
Dla kogoś, kto nie wie czego ma szukać, tak naprawdę nie istniejemy!
Należałoby więc wystosować apel do wszystkich zaolziaków o
zacieśnianie kontaktów z „przedolziakami”, w celu
pokazania im prawdziwego oblicza tej naszej wspólnej ziemi, z której -
w bardzo wielu przypadkach - z całą pewnością wywodzą się także
ich zapomniane korzenie. Mamy im do zaoferowania chociażby nasz zaolziański
fenomen, którego przejawem jest pielęgnowanie rodzimych tradycji i
kultury. Wiadomo też, że kontakty koleżeńskie pomiędzy Ćmielówną
z Grodziszcza, a Macurą z
Dzięgielowa mogą przerodzić się w związek partnerski i może
dochodzić do powrotu do pierwotnego stanu sprzed podziału naszej
ziemi. Może to być ratunek przed niepokojącą erozją zachodzącą wśród
polskiego społeczeństwa na Zaolziu, czego jedną z przyczyn są
narodowo mieszane związki małżeńskie.
Jakie są więc wizje na przyszłość? Sporo możliwości daje
nam Unia Europejska. Powrót do regionalizmu, większe kompetencje w
decydowaniu o regionie, czy też tworzenie nowej jakości w obszarach o
odmiennym charakterze etniczno-narodowym. Przyszłość ma więc
pozytywne oblicze, nie należy jednak zapominać o najbliższych sąsiadach
z drugiego brzegu Olzy. Wobec tego nasza manifestacja narodowa musi być
odczuwalna na obu brzegach Olzy, ponieważ bez naszego aktywnego wkładu
„przedolziacy” pozostaną nieuświadomieni, co do
autentycznego oblicza Zaolzia.
Na marginesie należy zaznaczyć, iż na drugiej stronie Olzy
istnieje grupa posiadająca szeroką i rzetelną wiedzę o naszej obecności
na Zaolziu, lecz jej liczebność jest mocno ograniczona, zwłaszcza wśród
młodego pokolenia. Nawet to nie zmienia jednak, w istotny sposób, wyżej
wymienionych opinii opartych na bezpośrednich relacjach z przyjaciółmi
zza Olzy.
*
* *
Zgadzając się z większością poglądów Autora, nie
podzielamy tylko Jego euroentuzjazmu. Jesteśmy zwolennikami Europy
ojczyzn, nie regionów. Przy opisywanej przez Niego niewiedzy „przedolzian”
odnośnie polskich korzeni Zaolzia, pogłębianej jeszcze przez
promowanie czeskości tej ziemi na wymienionych „imprezach
transgranicznych o charakterze ponadnarodowym”, znane nam dobrze z
historii rozbicie dzielnicowe nie jest tą drogą, którą chcielibyśmy
podążać i zachwalać ją w naszym biuletynie. W pełni podzielamy
natomiast zdanie o „konieczności zacieśniania kontaktów
zaolzian z przedolzianami i pokazywania prawdziwego oblicza tej naszej
wspólnej ziemi”. Ten cel przyświeca naszemu zespołowi
redakcyjnemu.
Oprac.
Alicja Sęk
CIESZYN
– widok ogólny, pocztówka z 1947 roku